Powrót do pracy – vol.1 o matkowej panice


Wiedziałam, że to kiedyś musi nastąpić. Wydłużyłam ile mogłam. Okoliczności smutne i trudne przechyliły szalę obaw i zostałam z Rumplem w domu przez rok… Ale teraz. Teraz czeka mnie coś na co chyba nie jestem gotowa. Czai się nade mną widmo i przegonić się nie da… Taki diabeł!

Jestem nieco melancholijna i nie zawsze optymistyczna, więc już w ciąży myślałam o tym jak to będzie po „urlopie”. Tak czasem lubię się dołować na zapas. Ale teraz to już nie jest na zapas. Ten cudowny rok minął jak z bicza strzelił. Ale nie dziwi mnie to. Jak coś jest wspaniałe, przyjemne i dobre to się nie dłuży. Nie to co wykład z rachunkowości 😉 No ale urlop macierzyński wykorzystałam, wszystko zaległe co mogłam też wykorzystałam i nadszedł ten czas, kiedy muszę przygotować się do powrotu do pracy. Odliczam już dni i z każdym który mija serce wali mi coraz mocniej.

I muszę się Wam przyznać, że moje obawy nie są wcale związane z zaległościami zawodowymi czy brakiem wiedzy. O to się nie martwię. Nowości łyknę w mig 😉 Mam tylko dwa powody do zmartwienia. Dwa powody, które tak ściskają mi serce, że kiedy o tym myślę to nie mogę oddychać, serce mi kołata, pocę się nadmiernie i mam milion innych objawów czysto panicznych i stresowych…

Otóż pierwszym powodem tym najważniejszym, powodem, przez który budzę się w nocy i patrzę na moje śpiące (lub czasami nieśpiące 🙂 dziecko) jest przymus zostawienia Rumpla na kilka godzin. Póki co nie wyobrażam sobie tego pierwszego dnia, a tym bardziej żadnego kolejnego. Ogarnia mnie panika na myśl, że będę musiała wyjść, zamknąć za sobą drzwi i zostawić Rumpla i wytrzymać bez niego tak długo. Te osiem godzin wydaje się wiecznością póki co. I nie chodzi o to, że zostawię syna z opiekunką lub kimś obcym. Nie! Mam tyle szczęścia, że Rumplem zaopiekuje się moja Mama. Więc mogę być spokojna o opiekę nad młodym. Ale jeszcze raz muszę to powiedzieć: ten rok był cudowny, wielbię każdy dzień, który spędziłam z Rumplem, uwielbiam tą bliskość, zabawy, wspólnie spędzony czas, próby położenia go na drzemkę, przygotowanie jedzenia, karmienie, sprzątanie po karmieniu, przebieranie, przytulanie, całowanie, jego radosne piszczenie, śmiech. Uwielbiam to, że jestem z nim, że pomagam mu rosnąć i się rozwijać. Nie wyobrażam sobie, że teraz nie będę mogła tego wszystkiego robić przez większość dnia. Boli mnie serce na samą myśl i serio leci mi teraz morze łez. Dołuje mnie to odliczanie, bo wiem, że godzina zero jest coraz bliżej.

Na pierwszy dzień w pracy powinnam spakować sobie całą kosmetyczkę i zapas chusteczek. Bo nie wierzę, że wytrzymam bez płaczu. Pewnie będę ryczek jak bóbr cała drogę do pracy. Powinnam zaoszczędzić sobie trudu porannego makijażu i tapetę nałożyć dopiero w biurze… Będzie koszmar z ulicy Powstańców 😉

Drugi powód niestety jest przyziemny i równie depresyjny. Wrócę do pracy po długiej nieobecności. I choć usłyszałam wiele zapewnień, jestem wykwalifikowanym pracownikiem i prawo jakoś tam mnie chroni, to jednak mam obawy. Czy aby na pewno będę nadal mile widziana w firmie, czy moje stanowisko nadal będzie utrzymane, czy nie zostanę zredukowana lub co gorsze zwolniona? Tego też się boję. Bardzo! Bo przecież to jest źródło naszego dochodu. Jak większość młodych ludzi mamy zobowiązania, a w toto lotka nie wygraliśmy. Moja panika i mętlik w głowie sięgają zenitu.

I od razu odpowiem Wam na jeszcze nie postawione pytanie: nie rozważam zostania z Rumplem w domu. Nie rozważam, bo wiem, że nie mam takiej możliwości. Brutalna finansowa rzeczywistość jest taka, że potrzebuję pracy, a raczej potrzebuję źródła dochodu, na dodatek stałego źródła dochodu, więc nie będę nawet rozmyślać, bo hipotetycznych rozważań nie potrzebuję.

Wiem, że tysiące kobiet wracają do pracy. Nie jestem pierwsza, nie jestem ostatnia, nie jestem jedyna. Ale nie podzielam entuzjazmu z wesołych obrazków, które pokazują poniedziałkowe powroty do pracy ludzi bezdzietnych i rodziców. Ja oddałabym bardzo wiele, żeby z młodym jeszcze pobyć. Ale celebruję każdy dzień spędzony razem i tej radości nikt mi nie zabierze.

Czy któraś mama też tak przeżywa? Jak stonka wykopki! Zwariowałam?

You may also like

2 komentarze

  • Dominika Goralska
    24 czerwca 2015 at 10:56

    Znam ten ból i ta panikę i niepewność. Z Amelka siedziałam w domu prawie 8 miesiecy. A ze nasz budżet finansowy wolał o pomoc to wróciłam do pracy na cały etat. Na szczescie z Amelka została znajoma rodziny, wiec o nią sie nie martwiłam (az tak bardzo). Chyba bardziej martwiłam sie jak ja dam sobie rade. Ale było tyle pracy ze nie miałam kiedy myślec. Wolałbym z nią byc w domu ale z drugiej strony lubię moja prace. Teraz siedzę w d

  • Dombisis
    17 lipca 2015 at 21:43

    Kurcze ja nawet o tym jeszcze myśleć nie chcę. Bo jak pomyślę to już w panikę wpadam. Teraz będę bardziej cieszyć się każdym dniem spędzonym razem w domciu bo cholera, patrzę w kalendarz i leci nam już z górki „urlop”.

Pozostaw odpowiedź Dombisis Anuluj pisanie odpowiedzi

O mnie

Zofia

Kim jestem? Hmm… Jestem tysiącem osób w jednej. Jestem kobietą, żoną, mamą, córką, wnuczką, pracownikiem, kucharką, sprzątaczką, gosposią, nianią, kochanką. Jestem sobą i jestem efektem swoich rodziców.

Zblogowani

Zblogowani