Jeden ważny powód dlaczego łazienkę remontuje się raz na kilkanaście lat.


Znacie ten ból, kiedy chce się posiadać piękne, nowoczesne mieszkanie, ale do tego potrzebny jest generalny remont? Nie? A znacie to uczucie, kiedy musicie wykonać remont, bo pomieszczenie jest już w tak opłakanym stanie, że wstyd do niego wpuszczać ludzi? Ha. I tu Was mam. Ja też niestety znam ten ból. Jak trzeba to trzeba. Remont oczywiście jest wspaniałym wyzwaniem i efekty są zawsze w jakiś sposób zadowalające, ale zanim zobaczymy efekt końcowy…

No właśnie. To jest największy szkopuł. Kiedy jesteś wolnym strzelcem, małżeństwem lub po prostu parą na dorobku to jeszcze luz. Pomysłowość ludzka nie zna granic i można znaleźć rozwiązanie każdego problemu sanitarnego bez mniejszych oporów. Gorzej ma się sprawa, kiedy owa para czy małżeństwo ma na stanie tak zwanego małego osobnika w postacie Rumpla. Wtedy zaczyna się jazda bez trzymanki 🙂

Nowe, wymarzone mieszkanie?

Ale opowiem Wam po kolei. W lutym 2015 roku wprowadziliśmy się do wymarzonego własnego M. Oczywiście kilka tygodni po przeprowadzce zaczęły naszym oczom ukazywać się wcześniej nie widziane niedoróbki, usterki i coraz to poważniejsze problemy. Jednym takim problemem okazali się sympatyczni sąsiedzi tuz obok – AKA menele, którzy pokazali na co ich stać i zrobili nam koszmar na klatce schodowej (ps. teraz już jestem pewna, że to oni). Ale to nie o nich dziś mowa. I choć przysparzają kłopotów, to jednak nic z czym nie moglibyśmy sobie poradzić.

Największym problemem okazały się z jednej strony wszystkie niedoróbki w mieszkaniu. Większość prac i wykonanych napraw rzekomo kilka miesięcy przed tym jak mieszkanie stało się naszą własnością, nadaje się do emisji w programie „Usterka”. Gdzie nie spojrzę to albo niedomalowane, źle docięte, źle położone, ma dziury, niedociągnięcia albo coś innego jest nie tak. Wychodzi na to, że wybredni lokatorzy powinni zrobić generalny remont. Ale ponieważ to póki co nie wchodzi w grę, to staramy się robić tyle na ile nas stać – finansowo i nerwowo. Jest jednak pewien wyjątek…

Łazienka to moja sól w oku. I nie chodzi o to, że brzydka, niemodna czy inny epitet. Łazienka w naszym mieszkaniu była… Uwaga, bo to ewenement na skalę światową: nasza łazienka miała grzejnik na suficie (chyba po to żeby dogrzewać sąsiada), obdrapaną wannę z zamontowanym wysoko na ścianie prysznicem ale bez kabiny, a nawet zasłonki prysznicowej ani nawet odpowiedniego na taką zasłonkę mocowania. Powinnam też radośnie dodać, że w związku z nowoczesnym ogrzewaniem sufitowym na ścianie wokół okna pojawiły nam się koleżanki – pleśń i wilgoć. Kolor ścian dzięki koleżankom zmienił się w mozaikę.

Czym jeszcze może zaskoczyć nowe mieszkanie?

Nie muszę chyba dodawać, że zima w tej łazience była koszmarem z ulicy wiązów, piłą i każdym innym thrillerem, horrorem i dramatem. Przy wyłączonym grzejniku w łazience była temperatura 17,5 stopnia Celsjusza, przy włączonym grzejniku nagrzewała się do szalonych 18,5 stopnia Celsjusza. Wyobrażacie sobie kąpiele lub nawet szybki prysznic w takiej temperaturze? Tym bardziej kiedy w grę wchodzi kąpiel małego dziecka… No właśnie.

Rachunki za prąd za sezon grzewczy 2015/2016 mamy ogromne. Ale skoro sufitowy grzejnik nie grzał, musieliśmy korzystać z grzejnika kompaktowego. Takiego, który prąd ciągnie jak szalony, nagrzewa na chwilę i daje tylko punktowe ciepło. Na same wysokie rachunki jeszcze bym nie narzekała, ale zimno, pleśń i brzydota tej łazienki przelały szalę goryczy.

Decyzja o remoncie została podjęta!

Tylko pojawiło się takie jedno małe tyci pytanie. Co zrobić z dzieckiem podczas takiego remontu? Czy ktoś wyobraża sobie mieszkać miesiąc w zakurzonym, brudnym, głośnym mieszkaniu bez wody, prysznica i toalety? Ja też nie. Dlatego ludzie gdy budują dom mają jednak mieszkanie, ale mając mieszkanie i to w dodatku jedno niestety trzeba się nakombinować, żeby przetrwać czas remontu w warunkach odpowiednich dla dziecka i bez nadwyrężania budżetu zszarganego totalnie takim wydatkiem.

Zbawienie pod postacią lokalu służbowego.

Tak dobrze czytacie. Będąc jednak nieco tajemnicza powiem Wam, że mieliśmy to szczęście, że udało się coś wykombinować. Znalazłam rozwiązanie, które nie było idealne, ale pozwoliło nam bezpiecznie dla Rumpla i spokojnie przeprowadzić remont łazienki, dzięki czemu teraz mogę sikać do normalnego kibla i myć się jak człowiek cywilizowany pod prysznicem nie wąchając stęchlizny i wilgoci oraz nie wzdrygając się na brzydotę tego pomieszczenia przy każdym ruchu gałek ocznych. Cel osiągnięty. Łazienka gotowa.

 

Czy ktoś przybije mi piątkę za taki wyczyn? Przyznajcie się kto jeszcze miał takie pomieszczenia, które wywoływały płacz i zgrzytanie zębów? Jak sobie radziliście podczas remontu?

You may also like

1 komentarz

LEAVE A COMMENT

O mnie

Zofia

Kim jestem? Hmm… Jestem tysiącem osób w jednej. Jestem kobietą, żoną, mamą, córką, wnuczką, pracownikiem, kucharką, sprzątaczką, gosposią, nianią, kochanką. Jestem sobą i jestem efektem swoich rodziców.

Zblogowani

Zblogowani