Jechałam na spotkanie z tatą, ale postanowił je przełożyć


Dzisiaj bez zbędnych pięknych słów ani długich wstępów. Dziś opowiem Wam o tym jak jechałam na spotkanie z moim tatą, ale jednak postanowił odłożyć to spotkanie na inny, odległy czas.

Modna stała się akcja Kocham Zapinam. Chciałam od razu wziąć w niej udział, ale nie przypuszczałam, że będę mówiła o sobie, a nie o Rumplu…

Normalna środa, dzień pracy jak każdy inny. Jednak w planie była wizyta w oddziale. Z moją wspaniałą koleżanką z pracy wsiadłyśmy w mój prywatny samochód i wyruszyłyśmy do Kędzierzyna-Koźla. W moich najgorszych koszmarach nie przypuszczałam co wydarzy się 40 minut później. Kiedy jadąc obwodnicą i mając po prawej stronie ciężarówkę zobaczyłam ten ogromny, ostry jak diabli zakręt spanikowałam. Wtedy rozpoczął się prawdziwy koszmar.

feralny zakręt na obwodnicy Kędzierzyna-Koźla

feralny zakręt na obwodnicy Kędzierzyna-Koźla

Wszystko potoczyło się tak szybko. Nie miałam czasu myśleć, ani zbytnio krzyczeć. Hamulec i sprzęgło, hamowanie, które zamieniło się w poślizg. Straciłam kontrolę nad pojazdem. Kiedy zamykam oczy widzę tylko barierę (bandę), od której się odbiłyśmy. Bez żadnej kontroli, bez wpływu na ten moment, bez szans na cud. Spirala po całej jezdni i ostateczne lądowanie prosto w rowie. Najpierw maską, by na drzwiach od kierowcy jednak pozostać w świecie żywych. Ułamki sekund, migawki i miarowy oddech.

Kierownicę trzymałam tak kurczowo, że minęło kilka sekund zanim mięśnie poluzowały. Dialog ocalałych cudem dwóch matek małych dzieci, kobiet nadal karmiących, z piersiami, które nadal wypełnia pokarm.

„Ja: Asia…

A: No?

Ja: Żyjesz?

A” No. A Ty?

Ja” No. A wszystko w porządku?

A: Nie wiem, chyba tak. A Ty?

Ja: Chyba tak (przy czym zaczęłam nerwowo dotykać nóg).”

Po chwili stanął obok nas kierowca innego pojazdu. Widział całość, z przerażeniem w oczach otwierał poobijane drzwi z pytaniem czy wszystko z nami w porządku. Pomógł opuścić skraszowany samochód.

Pierwszych kilka myśli, które kłębiły się w mojej głowie:

„Kto by karmił Jasia?

Jezu, miałam czyjeś życie w swoich rękach.

Żyjemy. jakim cudem żyjemy.

Nie ma krwi. Nie ma krwi.

Jakim cudem ominęłyśmy to drzewo?

Ona przecież ma rodzinę? A gdyby tak…

Jaś. Jezu na szczęście nie było ze mną Jasia.”

I morze łez. Świadomość tego, że to ja jestem winna bo przecież siedziałam za kierownicą, że ona ma rodzinę, małe dzieci, a ja spowodowałam wypadek, w którym mogłyśmy stracić zdrowie, a nawet życie. Świadomość, że ten poranek mógł być ostatnim kiedy dzieci poczuły ciepło mamy, jej dotyk, miłość i radość. To mógł być ostatni raz dla wszystkiego w moim życiu, w jej życiu. I to tak strasznie boli. Odpowiedzialność za czyjeś życie jest przytłaczająca.

Mąż, który z ciężkim oddechem przyjął tę przerażającą wiadomość.

Adam? Usiądź lepiej. Miałam wypadek, wylądowałyśmy w rowie. Żyjemy.

Teraz już wiem, że zanim zdążyłam powiedzieć co się stało, mój mąż pomyślał, że jestem w ciąży…

Cała reszta jest chyba mniej ważna. Niesamowici ludzie, którzy nam pomogli. Policja, która pokazała najbardziej ludzką ze swoich twarzy. Życie, które zostało nam podarowane.

Ale nie myślcie, że skończyło się pięknie. Ja nie miałam pasów. I to chyba największa dla mnie zagadka. Bo na szczęście skończyło się bez poważnych i nieodwracalnych obrażeń.

Jednak szok, adrenalina, kortyzol i inne hormony trzymały nas bardzo mocno. Uparcie stwierdziłyśmy, że skoro wyszłyśmy z samochodu o własnych nogach to nic nam się nie stało. Prawda jest jednak taka, że takie uderzenie, niekontrolowane, tak strasznie silne, że człowiek nie jest w stanie nawet zrozumieć co się właśnie dzieje, nie może pozostać bez echa.

Skutek jest taki, że obydwie dzień później jednak zgłosiłyśmy się na Szpitalny Oddział Ratunkowy tzw. SOR. Nie wolno bagatelizować takiego wypadku. Zwłaszcza, że w ogromnych emocjach człowiek często nie zdaje sobie sprawy z obrażeń jakich doznał. RTG czyli prześwietlenie kręgosłupa wystarczyło, aby stwierdzić, że obydwie mamy skręcony kręgosłup. To i tak wielkie szczęście i niesamowita zagadka życia. Kołnierz to i tak mała cena za życie.

Bez pasów, głupia i naiwna, że przecież mi się nie może nic stać. Że mnie wypadki nie dotyczą, myśl, że jestem wspaniałym kierowcą i nie ma opcji, abym spowodowała wypadek. Otóż kochani, na pewne rzeczy nie mamy wpływu. Deszcz, ślisko na drodze, złe warunki, chwila nieuwagi, zamyślenie. Na drodze może wydarzyć się wszystko. Mój brak pasów spowodował silne uderzenie głową o drzwi kierowcy i kierownicę. Na szczęście, wielkie szczęście, nie doznałam poważnych obrażeń.

Wiem jednak, że nie zapinając pasów nie tylko daję zły przykład, ale narażam siebie i swoją rodzinę na wielkie nieszczęście. Oczywiście moje dziecko zawsze jeździ prawidłowo zapięte, ale nie tylko ono potrzebuje ochrony w czasie podróży.

Nie było też wybuchów jak w filmach, była tylko znacząca wielka plama, rozmywana przez wciąż padający deszcz.

W środę jechałam na spotkanie z moim tatą, ale on przełożył spotkanie. W zamian objął mnie wielką opieką i nie dopuścił do tragedii. Przełożył spotkanie, bo wie, że kiedyś na pewno się spotkamy. Jeszcze nie teraz, kiedyś, w dalekiej przyszłości tato.

A teraz zobaczcie ile miałyśmy szczęścia i niech to będzie dla Was przestroga, bo równie dobrze mógł nas zabierać stamtąd karawan…

samochód po wypadku jeszcze w rowie

samochód po wypadku jeszcze w rowie

samochód po wypadku jeszcze w rowie

samochód po wypadku jeszcze w rowie

samochód po wypadku jeszcze w rowie

samochód po wypadku jeszcze w rowie

po wyciągnięciu z rowu

po wyciągnięciu z rowu

po wyciągnięciu z rowu

po wyciągnięciu z rowu

po wyciągnięciu z rowu

po wyciągnięciu z rowu

po wyciągnięciu z rowu na lawecie

po wyciągnięciu z rowu na lawecie

po wyciągnięciu z rowu na lawecie

po wyciągnięciu z rowu na lawecie

po wyciągnięciu z rowu na lawecie

po wyciągnięciu z rowu na lawecie

 

po wyciągnięciu z rowu na lawecie

po wyciągnięciu z rowu na lawecie

po wyciągnięciu z rowu na lawecie

po wyciągnięciu z rowu na lawecie

naklejka na szybie baby on board

naklejka na szybie baby on board

ślady na poboczu po wypadku

ślady na poboczu po wypadku

ślady na poboczu po wypadku

ślady na poboczu po wypadku

You may also like

5 komentarzy

  • Małgosia - kuzynka
    17 października 2015 at 23:10

    Teraz już wiesz co przeżyłam i dlaczego nawet siedząc z tyłu, nawet na środku (gdzie prawie nikt nie zapina pasów) ja siedzę zawsze zapięta, nawet gdy mam przejechać 200m. Nie mamy wpływu na wszystko, a oprócz wszystkich rzeczy, które wymieniłaś Ty, są jeszcze inni kierowcy, przez których może nam się coś stać. Twoim rumploczytkom nakreślę tylko sytuacje, jak wracając z zabawy nad ranem, oczywiście trzeźwa, również wpadłam w poślizg i miałam dachowanie. Wiedza o to, że się w tej sytuacji nie hamuje średnio się przydała, bo w tym ułamku sekundy odruchowo naciśnęłam pedał, blokując tym koła. Potem zdarzyłam już tylko krzyknąć „ja pier***, kur**”. Następna była próba odnalezienia się w przestrzeni do góry nogami i myśl „Boże, czy mogą koleżanka, która samotnie wychowuje 5-ciolatka żyję?! „. Jej milczenie… Najdłuższa chwila w życiu! Na szczęście nikomu z nas nic się nie stało, ale z czterech osób w aucie, tylko ja miałam pasy. Mandat i koszty naprawy to nic, minęło parę lat, a ja wciąż boję się zmrożonego śniegu na drodze i czasem jako pasażer krzyczę na kierowcę, chociaż wiem, że nikt tego nie lubi. To silniejsze ode mnie…

  • Marta ( matplaneta:))
    10 listopada 2015 at 19:14

    Zosiu!
    Tytuł jest wzruszający. Pozdrawiam

  • cerien
    12 lutego 2016 at 12:46

    Zapewne wyda się zaskakujące to jaki post zdecydowałam się wybrać. Dla niektórych być może nawet będzie niesmaczne to, że w rozdawajce której głównym celem jest napisać kilka miłych słów ja wracam do TAKIEGO postu. Niestety ilekroć wracam na Twój blog to właśnie TEN post odbija się echem w mojej głowie. Być może po części właśnie dlatego że sama 1,5 roku temu o mały włos a zostałabym samotną matką dwójki dzieci. To jak bardzo przeżyłam tamtą sytuację ja i mój narzeczony oraz brat wiemy tylko my sami. Bo ja tak na prawdę nie wiem co myślał mój narzeczony z bratem w tamtej chwili gdy toczyli się po ulicy a następnie w pole między dwoma wielkimi drzewami. Niestety skutki tego w postaci lęków odczuwamy do dnia dzisiejszego.
    Ale nie do tego chciałam brnąć. To co mocno utkwiło mi w głowie, co sprawiło że spojrzałam na Ciebie w inny sposób to, to, że nie pozostałaś obojętna w stosunku do pasażerki z którą jechałaś. To, że potrafiłaś pomyśleć nie tylko o sobie, ale i o niej. O jej bliskich. W dzisiejszych czasach nie każdy ma w sobie tyle empatii! Zaimponowało mi to strasznie….zarówno i to, że jesteś w stanie wyciągać z tego wnioski. Dążyć do poprawy i spojrzeć na wszystko nie tylko ze swojej perspektywy. Niejeden kierowca powinien brać z Ciebie przykład….bo czasami wsiadasz do samochodu z wariatem którego mało obchodzi to, kto siedzi obok…i kto może na tym ucierpieć. Czasami też taki wariat wcale nie musi być z Tobą w pojeździe a Wasze drogi mogę się skrzyżować gdzieś w trasie.
    Dlatego powinniśmy wsiadając do samochodu nie tylko pilnować zapinania pasów ale i bezpiecznej jazdy! I pomyśleć nie tylko o sobie ale i o członkach ruchu drogowego 🙂 !

    • Zofia Anlauf
      12 lutego 2016 at 12:55

      Kochana brak mi słów na tak ciepłe Twoje słowa. Serce mi też ścisnęło. Dziękuję :*

Odpowiedz na „cerienAnuluj pisanie odpowiedzi

O mnie

Zofia

Kim jestem? Hmm… Jestem tysiącem osób w jednej. Jestem kobietą, żoną, mamą, córką, wnuczką, pracownikiem, kucharką, sprzątaczką, gosposią, nianią, kochanką. Jestem sobą i jestem efektem swoich rodziców.

Zblogowani

Zblogowani